Strona główna Redakcja Kontakt
 kliknij  für deutschsprechende Freunde  for English speaking friends
szukaj:
Filmy
Galeria 1
Galeria 2
Galeria 3
Listy gratulacyjne
Strona główna
Linki
Forum
Ogłoszenia
Pobierz pliki
Adres
Jak do nas trafić?
Ogłoszenia
Zarządzenia
Aktualności
DZIENNIK
Szkoła z klasą
Plan lekcji
Dzwonki
Kalendarium
Egz. gimnazjalny 2018
Matura 2018
Biblioteka
Dokumenty
Galeria
Dyrektor
Nauczyciele
Pedagog
Inni pracownicy
Podręczniki 2017/2018
Edukacja filmowa
Edukacja teatralna
Samorząd
Henryczki
Złoty Absolwent
Rada Rodziców
Terminarz zebrań
Regulamin Rady
Wychowawcy
Patron
Historia
POW
Konkurs teatralny
Rinteln
Parnas
Ogłoszenia
Terminy zjazdów
Godziny lekcyjne
Samorząd Słuchaczy
Plan zajęć
Prace semestralne
Rekordy
Absolwenci
Biologia
Historia
Informacje o LO prosto do skrzynki pocztowej!

kliknij "enter"
userów na stronie: 0
gości na stronie: 2



Jedną z najważniejszych tradycji Zespołu Szkół im. J. H. Dąbrowskiego jest Turniej Teatralny , który odbywa się już od jedenastu lat, ale poprzedzony jest ponad dwudziestoletnią tradycją Turnieju Wiedzy o Stanisławie Wyspiańskim, w którym jednym z zadań konkursowych była inscenizacja finałowej sceny Wesela. Pod koniec lat osiemdziesiątych uczniowie klas trzecich stwierdzili, że formuła imprezy wyczerpała się, a interpretując Wesele trudno powiedzieć jeszcze coś nowego i tak narodził się (przy wsparciu polonistek Ewy Miatkowskiej i Jadwigi Rybakowskiej) Turniej Teatralny , w którym uczniowie samodzielnie wybierają dramat prezentowany w ramach konkursu. Spektakle przygotowywane są przez uczniów klas trzecich.
"Turniej Teatralny powoduje, że wokół nas gromadzą się przyjaciele, pomocni w rozstrzyganiu sporów, mający świetne pomysły, kibicujący w tym najważniejszym momencie-samego przedstawienia" - powiedziała emerytowana już pani Dyrektor Janina Olencka.

O historii czytaj niżej w artykule prof. Eustachego Bindasa

Eustachy Bindas, Historia Turnieju Wiedzy o ST. Wyspiańskim

Każda szkoła chce określić swoje miejsce w środowisku. Chce również tworzyć własne tradycje. Poprzez działanie rysować swoje oblicze. Realizuje określony program wychowawczy. Ważną funkcję w tym względzie spełniają imprezy szkolne, a głównie imprezy polonistyczne. Dzięki nim można pogłębić określoną wiedzę, zachęcić młodzież do działania i rozwijania zdolności, pokazać się w środowisku. Taką była impreza o Stanisławie Wyspiańskim, która w latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych miała ponad dwadzieścia swoich wydań.

II. Jak się zaczęło?
Pomysł zrodził się na zebraniu koła polonistycznego, gdy planowaliśmy formy i tematy pracy koła. Wtedy padła propozycja, że warto zrobić coś, co angażowałoby szerszy krąg młodzieży. Nazwaliśmy to "coś" turniejem wiedzy o St. Wyspiańskim dla klas trzecich. Wybraliśmy klasy trzecie, gdyż są to już ukształtowane zespoły klasowe, uczniowie znają się wzajemnie, odkryli siebie, potrafią samodzielnie i odpowiedzialnie uczynić wiele. Twórczość artystyczna Wyspiańskiego jest bardzo bogata i różnorodna, warto ją przybliżyć młodzieży i pokazać te zjawiska, które nie mieszczą się w procesie lekcyjnym, stąd wybór tematu.
Stworzony przez nas regulamin obligował do różnych form działania. Stwierdziliśmy, że ważna jest zarówno praca nad tworzeniem imprezy jak i jej końcowy etap. Wybraliśmy formę turnieju, bo rywalizacja jest często matką sukcesu, podsuwa pomysły. Chodziło nam o to, aby uczniowie sami organizowali działanie, szukali pomocy i sprzymierzeńców poza szkołą, by odkrywali źródła wiedzy w innych bibliotekach, by szukali rad i pomocy u fachowców z dziedziny teatru czy wśród plastyków. Jako termin wybraliśmy listopad, gdyż szczególny to miesiąc dla Polaków, a chyba żaden twórca nie ujął go w literaturze tak jak Wyspiański.

III. Założenia turnieju.
Etap przygotowawczy stawiał wymagania dotarcia do źródeł wiedzy i sporządzenia bibliografii zagadnienia. Potem już klasa dzieliła role. Tworzyliśmy następny etap, który podlegał ocenie. Obejmował on:
1. Dzieło plastyczne - plakat, który będzie zapowiedzią imprezy.
2. Odpowiedzi na pytania dotyczące biografii poety, jego działalności artystycznej pozaliterackiej, znajomości dramaturgii ze szczególnym uwzględnieniem Wesela i jego realizacji scenicznych w dziejach teatru polskiego. Potem doszedł film Andrzeja Wajdy.
3. Wypowiedź krasomówczą odbijającą specyfikę i klimat Młodej Polski, działalność artystyczną poety i jej recepcję, np. "Oprowadź po Krakowie wycieczkę śladami poety", "Przedstaw atmosferę listopadowej nocy w bronowickim dworku, gdy odbywało się wesele Lucjana Rydla", "Byłem świadkiem prapremiery Wesela w teatrze krakowskim".
4. Działanie teatralne - inscenizacja finałowej sceny Wesela. Ponieważ jest to scena zbiorowa, umożliwiała ona udział całej klasy w spektaklu.
Suma punktów pozwalała wyłonić zwycięzców, którym nagrody fundowała Dyrekcja szkoły czy Komitet Rodzicielski.
Jak każdy turniej tak i ten wymagał fachowego jury, potrzebny był więc kontakt z plastykami, instruktorami teatralnymi by dać adekwatną i rzetelną ocenę uczniowskich dokonań, by nie budziła ona żalów i rozgoryczenia.

IV. Pomysł dojrzewał...
Pierwsze nasze dokonania były jeszcze niemrawe. Budziły też opory klas typu - przystąpić czy nie przystąpić do turnieju. Smak zwycięstwa budował, ale każda porażka zniechęcała. Pracy było na pewno bardzo dużo. Jednak w tym wszystkim zadziałał duch wielkości Wyspiańskiego. I jeżeli nawet w wyniku turnieju któraś klasa uważała, że poniosła porażkę, Wyspiański zwyciężał zawsze.
Gdy zbliżał się dzień 20 listopada szkoła tętniła innym życiem. Impreza obrastała w tzw. działania towarzyszące. Dyrekcja szkoły pozwalała uczestnikom turnieju na te działania, toteż klub szkolny wystrojem i atmosferą przypominał Jamę Michalikową, gabinet języka polskiego przypominał pracownię artysty, na oknach pojawiały się witraże duchem z Wyspiańskiego (malowane na szkle), przed szkołą niczym przed bronowickim dworkiem stawiano chochoły, były nawet klasy, które w swoim dniu przyjeżdżały do szkoły drabiniastym wozem z muzyką i weselnymi kołaczami.
Jeżeli ktoś obcy przypadkowo w tym czasie znalazł się w szkolnym budynku nie mógł pojąć, co się tu dzieje. Dla nas nauczycieli i dla uczestniczącej w tym młodzieży były to najpiękniejsze dni szkolnego życia. Przerywały one monotonię i wyzwalały tak niezwykłą pomysłowość, że zdumiewała ona nas wszystkich.

V. Impreza finałowa.
Jej klimat stwarzał listopadowy wieczór. Na dworze ciemno, plucha i ziąb, a w szkolnej auli ciepło, miło i bardzo ciekawie. Trzeba pamiętać, że w tym czasie w kalendarzu nie było Święta Niepodległości, a na początku miesiąca była obowiązkowa akademia ku czci Wielkiej Rewolucji i obowiązkowe Dni Filmu Radzieckiego. Tymczasem tutaj przychodził kto chciał. Początkowo byli to głównie uczniowie klas trzecich, ich wychowawcy i poloniści. Był nastrój powagi, skupienia. Najpierw egzamin z wiedzy, potem popisy krasomówcze i wreszcie owe działania teatralne, na które czekali wszyscy i które wyzwalały największe emocje. Te emocje udzielały się całej szkole i przenosiły do miasta. Na ulicach, w sklepach mówiono o tym, że w liceum jest wesele. To przyciągało ludzi spoza szkoły. Nie był to już turniej o Wyspiańskim, było to po prostu Wesele. Końcowa inscenizacja przyćmiła, a z biegiem czasu częściowo wyeliminowała pozostałe konkurencje, które przeprowadzano wcześniej, by na wieczór pozostawić tylko dokonania teatralne, a było ich zwykle trzy lub cztery. Impreza miała swoich stałych obserwatorów, np. pani prof. Zaniewska choć fizyk, z dumą dziś mówi, że nie opuściła żadnego Wesela, że na każde czekała z wielkim zainteresowaniem, a oglądała z wypiekami na twarzy.
Wesele grano nawet w latach stanu wojennego, a jego wymowa była wtedy ogromna, nastrój zniewolenia narodu działał niejako podskórnie. Do dziś pamiętam moment, gdy Jaśko (a grała go wspaniała Roma Krzaczkowska) wyrywa z rąk pilnującego weselników zomowca atrapę karabinu i z całej siły, krzycząc "chyćcie koni, chyćcie broni", rzuca nim o podłogę sceny. Huk był potworny, sala zamarła.
Pomysły młodzieży kazały wyprowadzić Wesele z auli. Publiczność wychodziła na dziedziniec szkolny, bo huczne weselisko zajeżdżało przed szkołę, a potem w auli stojąc, uczestniczyła w ostatniej scenie dramatu. Scenę stanowiły też schody prowadzące do auli, a publiczność zajmowała dolną część korytarza. Schody okazały się doskonałym miejscem, by stworzyć oryginalną scenografię, choreografię, umieścić chochoła, działać światłem. I wreszcie bardzo ciekawa była scena w podziemiach szkolnego gmachu. W niezwykłej "ciżbie" publiczność, podobnie jak w powyższych przykładach, była nie widownią, ale uczestniczyła w tym narodowym misterium.
Dla imprezy zabójczy jednak okazał się tłok. Publiczności przychodziło tak dużo, że trudno ją było pomieścić, a drzwi szkoły nie można było zamknąć. Wtedy zrodził się pomysł, by inscenizację przenieść do sali teatralnej SDK, gdzie jest duża przestronna scena, wygodna widownia. Chyba dwukrotnie grano tutaj Wesele, ale nie była to już atmosfera, jaką stwarzała aula szkolna i szkolne korytarze. Impreza zaczynała słabnąć i trudno ją było na nowo ożywić. Uczniowie klas trzecich zaczęli niechętnie odnosić się do pomysłu. Stwierdzono, że temat jest już ograny, trudno powiedzieć jeszcze coś nowego. Jednak wszyscy zgodnie stwierdzali, że ta sezonowa scena szkolna musi istnieć i tak powstały "Prezentacje teatralne klas III". Impreza równie ciekawa i wyzwalająca wiele pomysłów i emocji.

VI. Finałowe sceny Wesela.
By dopełnić obrazu imprezy warto przywołać kilka interpretacji sceny finałowej. Realizując ją, nie wolno było niczego dopisywać, zmieniać tekstu, ale wolno było, mówiąc "po wyspiańsku", mówić o problemach nurtujących młodzież. Można było zmieniać miejsca akcji, stroje, muzykę, by budzić nowe skojarzenia myślowe i nowe treści. Młodzież wiedziała, że nie wolno jej "szargać świętości" i umiała to uszanować. I tak powstały niesamowite interpretacje, na które chcę zwrócić uwagę, przywołując je z pamięci.
Wspomniane przedstawienie z okresu stanu wojennego zadziwiało swoją niezwykłością. Korowód weselny zajechał przed szkołę taksówkami. Gościom weselnym towarzyszyli mundurowi; stąd wynikał dramatyzm sytuacji; stąd bunt Jaśka, stąd nienawiść do ludzi, którzy musieli służyć złej sprawie.
Głęboki w swej wymowie był spektakl na szkolnym korytarzu. Weselny tłum stał na schodach. Jaśko zaś daleko na końcu korytarza. By dojść do swoich, musiał przedzierać się przez gęsty tłum widzów. On szamotał się z nami i nie zdążył, bo zapiał kur. Wtedy weselników porwał chocholi taniec. Toteż śmiech i kpina Chochoła skierowane były i w naszą stronę, bo my - widownia - nie pozwoliliśmy mu dojść do swoich i działać. Tworzono też satyryczne obrazy współczesnej znieczulicy, pokazywano blichtr i materialny komfort nowobogackich. Jedno z przedstawień umieszczono we współczesnej dyskotece. Głośna muzyka, kolorowe światła, podrygujące sylwetki "weselników" całkowicie zagłuszały rozpaczliwe wołania Jaśka. Kto w huku współczesnego świata słyszy jeszcze jakieś wołania - chcieli powiedzieć realizatorzy tej sceny.
Satyryczna w swojej wymowie była scena tworząca współczesny salon. Skórzane meble, bogate stroje i krąg towarzyski wpatrzony w duży szklany ekran, gdzie "leciał" brazylijski serial. Jasiek najpierw wołał zza okna "chyćcie koni, chyćcie broni", potem usiłował ich obudzić z tego uśpienia. Pamiętam Dorotę Zarębską w roli Chochoła, niesamowita była jej kpina z daremnych zabiegów Jaśka i z przywiązania do dóbr materialnych naszych bliskich. Kto poderwie ich do jakiegokolwiek czynu, skoro im tak dobrze w swoich fotelach, miękkich kapciach przed swoimi telewizorami.
Była też inscenizacja będąca prowokacyjną rozmową z publicznością. Pusta scena, a u sufitu nad widownią dwa ogromne pająki z kolorowych świecidełek. Gdy zgasło światło i zapalono świece, na scenie znalazła się cała klasa, by w skupieniu wysłuchać radiowego słuchowiska na motywach Wesela. W tym czasie jeden z uczniów prowokacyjnie kierował światło reflektora na owe pająki, wywołując konsternację publiczności. W końcu nikt nie słuchał nagrania, podniósł się szmer, a wszystkie oczy błądziły za światłem po suficie. O taką sytuację chodziło pomysłodawcom. Jej konsekwencją była mowa Dagmary Janickiej skierowana do widowni, że dzisiaj mogła ona poznać samą siebie. "Chcieliśmy dać Wam sztukę, zmusić do słuchania i myślenia, gdy was zainteresowały kolorowe błyskotki, świecidełka, nie prawdziwa sztuka". Sala oniemiała.
I jeszcze dwa przykłady, które bardzo mnie urzekły swoim pięknem. Pamiętam niezwykle zdolną klasę matematyczną, której wychowawczynią była prof. Ewa Pawelec. Klasa ta miała swój zespół muzyczny, uczniowie grali, śpiewali, komponowali. I właśnie na motywach ostatniej sceny Wesela skomponowali swoją rock-operę. To było niesamowite. Śpiew Piotrka Cioska, Marka Kiedrowicza i gra Krzyśka Piekarskiego urzekły wszystkich.
Dla odmiany inna scena urzekła mnie swoją plastyką. Po raz pierwszy były dymy, dużo elementów baletowych utrzymanych w tonacji biało-siwo-niebieskiej. Twarze weselników stanowiły białe i niebieskie maski. W te opary wszedł z widowni Jasiek w dżinsach, realny w tym baśniowym nastroju. Nie było postaci Chochoła, jego potężny głos "leciał" z głośnika. W tych paru zdaniach trudno jest oddać urok tego wykonania. Jak się dowiedziałem, uczniowie jeździli na konsultacje do jakiegoś baletmistrza i on zasugerował im tę plastyczną całość.
Dużo jeszcze można odgrzebywać z pamięci. Nie zachowały się dokumentacje, jedynie zdjęcia w prywatnych albumach. Myślę jednak, że wszelkie nagrania video i tak nie dałyby prawdziwego obrazu zdarzeń. Lepiej więc, że obrazy te pozostały w nas.

VII. Kilka końcowych wniosków.
Rozważania te warto zakończyć wnioskami. Każde teatralne działanie niesie ze sobą rozliczne korzyści. Płyną one z pracy zespołu i osiągnięć. Dla nas sprzyjający był czas imprezy i osoba twórcy. Dzięki temu w ten listopadowy wieczór mogliśmy rozważać ważne problemy narodu i nie była to akademia "ku czci", ale ważna forma wychowania patriotycznego. Ponieważ był to turniej, o zwycięstwie decydowało zbiorowe działanie. Działanie to odkrywało, że każdy zespół ma swoje oblicze, uczniowie zrozumieli myśl Wyspiańskiego "jakbyśmy się tak do kupy wzięli, to byśmy się przecież nie dali". Często sami stwierdzali, że nie było to łatwe skupić wszystkich. Kłócili się, sprzeczali, docierali, ale wzajemnie się poznawali i nawet pokochali. I po tej imprezie mogli stwierdzić, że jesteśmy nie tylko klasą trzecią, ale zespołem ludzi.
Impreza odkrywała talenty, a często zagubionym jednostkom pozwalała odnaleźć się w szkolnym środowisku. Pamiętam taką dziewczynę, przyszła z koszalińskiego liceum, bo tam sobie nie radziła, była cicha, spokojna, zaraz nazwali ją Stefanią (od nazwiska Stefanowska). Siadała na końcu klasy, na lekcjach raczej słuchała niż mówiła i tak z trudem wlokła swój bagaż kłopotów. Aż oto klasa obsadziła ją w roli Chochoła, może ze względu na oryginalną urodę i niezwykłe włosy. Gdy weszła na scenę ubrana w zgrzebny worek i ironicznie stąpała krok za krokiem za Jaśkiem, zdumiała nas wszystkich, że to jest ta sama cicha i zdawało się nijaka Stefania. To jeden z przykładów odnalezienia siebie poprzez teatr. Talentów szkolnych odkryto wiele.
Suma działań pozwoliła uczniom poznać wielkość Wyspiańskiego, wszechstronność jego zainteresowań artystycznych i stwierdzić jak ważnym bogactwem narodu jest sztuka. Odtąd każda wycieczka do Krakowa, w swoim programie zawsze miała temat - szlakiem Wyspiańskiego. Niezwykłe w tym "usługi" oddał nam film Andrzeja Wajdy. My poloniści wprowadziliśmy to dzieło do programu szkolnego jako dzieło obowiązkowe, bo na pewno jest ono niezwykłe w swojej estetyce. I gdyby Filmoteka Polska prowadziła statystykę wypożyczeń (oglądamy ten film tylko na dużym ekranie, mimo że, mamy kasetę), bylibyśmy w czołówce szkół, w których ten film gości każdego roku.
Największą wartością tej imprezy to jej przeżycia, doznania, których nie można zmierzyć, a które pozostają człowiekowi na zawsze. Z okazji 50-lecia naszego liceum odbył się zjazd absolwentów. Do programu artystycznego włączyliśmy ze zrozumiałych względów inscenizację ostatniej sceny Wesela. Absolwenci oklaskami na stojąco przerwali program, by podziękować nam za to wspomnienie.
Kiedyś, gdy pisałem o tej imprezie, zadałem kilku wybranym uczestnikom pytanie, czym była ta impreza w ich szkolnym życiu. Przywołuję z pamięci słowa Marty Matusewicz (nasza impreza zainspirowała ją do pracy w tworzeniu monodramów). Odpowiedziała mi, że listopad kojarzył jej się zawsze z zapachem spadających liści, blaskiem świec i pięknem chryzantem. Od czasów licealnych kojarzy jej się z aulą szkolną i Wyspiańskim. I gdy zbliża się 20 dzień tego miesiąca, ona myśli, co też dzieje się teraz w auli mojej szkoły. I gdyby miała skrzydła, to by tego dnia na pewno tam poleciała.

[przejdź do strony głównej]

1
!!!

klik
kliknij i zaloguj się do e-dziennika


KANAŁ FILMOWY LO
Akademia Pomorska w Słupsku - kliknij
Politechnika Koszalińska
Filmy LO w serwisie You Tube
klik
Nasza szkoła w encyklopedii
Facebook
Stowarzyszenie Absolwentów LO w Sławnie
Gimnazjum Miejskie
SP nr 1 w Sławnie
SP nr 3 w Sławnie
ZS w Sławsku
ZS w Jarosławcu
Gim. w Malechowie
ZS w St. Jarosławiu
ZS we Wrześnicy
ZS w Pieszczu
Kliknij i przeczytaj ofertę
Nasze LO to pierwsza szkoła średnia w Powiecie Sławieńskim uznana przez minister edukacji Katarzynę Hall w za miejsce odkrywania talentów
BIP - kliknij
Rozmiar: 5792 bajtów
Tytuł "Szkoła z klasą"
październik 2004

Zobacz stronę konkursu
I miejsce w Polsce
październik 2005

www.edukator.org.pl
Wyróznienie 2007
działy artykułów
działy newsów
Jarosław Strześni...
E. Bartosiak, D. ...
Jarosław Strześni...
Dominika Maj, Ein...
Jolanta Suchańska...
Irena Rogowska, W...
Dominika Maj, Mis...
Michalina Kapelan...
© 2001-2014 Zespół Szkół w Sławnie im. J. H. Dąbrowskiego. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników portalu.
Liceumslawno.com nie ponosi odpowiedzialności za ich treść.
Engine powered by jPORTAL 2